Najgorsza szkoła na świecie… Brzmi jak temat rodem z najgorszego koszmaru każdego ucznia. Można by pomyśleć, że to fikcja, ale wyobraźmy sobie miejsce tak ponure, absurdalne i toksyczne, że nawet najbardziej zmotywowany uczeń straciłby chęć do nauki. Kadra pedagogiczna? To zbiór najbardziej niekompetentnych, sfrustrowanych i okrutnych nauczycieli, jacy kiedykolwiek mieli styczność z tablicą i kredą. Matematyczka drze się na uczniów za każdy błąd i wymaga liczenia w pamięci skomplikowanych równań, pod groźbą wpisania uwagi do dziennika. Nauczyciel WF-u ma obsesję na punkcie testu Coopera i zmusza wszystkich do biegania na mrozie w krótkich spodenkach. Historyk potrafi przez godzinę opowiadać o swoim hobby – kolekcjonowaniu znaczków – zamiast realizować program, a na sprawdzianach zadaje pytania, które nie mają nic wspólnego z lekcją.
Najgorszy jest dyrektor – człowiek bez grama empatii, który uważa, że uczniowie powinni „cierpieć dla edukacji”. Każde podanie o zwolnienie z lekcji, nawet w przypadku poważnej choroby, kończy się ironicznym „Nie umierasz, to przyjdziesz”.
Zasady? Surowsze niż w wojsku
Regulamin tej szkoły to prawdziwy koszmar. Nie wolno nosić własnych ubrań – wszyscy muszą chodzić w niewygodnych, identycznych mundurkach, które drapią i śmierdzą starym materiałem. Nie wolno rozmawiać na przerwach, bo „hałas przeszkadza nauczycielom”. Telefon? Absolutnie zakazany. Jeśli ktoś zostanie przyłapany na używaniu go – trafia na „godzinę ciszy”, czyli siedzenie w ciemnej sali i wpatrywanie się w ścianę.
Dzwonka na przerwę nie ma – przerwy trwają 2 minuty, a na długiej przerwie można wyjść na zewnątrz, ale tylko na betonowy plac bez ani jednej ławki. W sklepiku szkolnym sprzedają jedynie rozgotowaną kaszę i zimne parówki, a jedzenie przyniesione z domu jest konfiskowane przez nauczycieli, bo „zakłóca zdrową dietę”.
Lekcje – festiwal absurdu
Godziny lekcyjne ciągną się w nieskończoność, bo każda trwa po 90 minut. Klasy są przepełnione, a podręczniki sprzed dekady, pełne błędów. Na chemii nie robi się żadnych doświadczeń, bo „mogłoby to być niebezpieczne”. Na informatyce uczniowie uczą się obsługi Windowsa 95, bo tylko takie komputery są dostępne. Na języku angielskim nauczyciel mówi tak łamaną wymową, że uczniowie wychodzą z gorszą znajomością języka, niż przyszli.
Nie ma mowy o żadnych zajęciach kreatywnych. Plastyka to tylko rysowanie kwadratów i kółek, bo „sztuka jest subiektywna, a tu liczy się precyzja”. Muzyka? Jedynie teoria – nikt nie widział tu na oczy żadnego instrumentu. Na lekcjach wychowawczych ogląda się filmy instruktażowe o tym, dlaczego nie wolno się bawić i trzeba być poważnym.
pokaż więcej...